Podczas dorocznej konferencji dla deweloperów WWDC 26 8 czerwca, Apple zaprezentowało nową wersję swojego asystenta pod zmienioną nazwą: Siri AI. W trakcie prezentacji firma z Cupertino szybko zaznaczyła jednak, że usługa nie będzie dostępna na terenie Unii Europejskiej.
Według Apple winę ponosi DMA (Digital Markets Act). Zdaniem rzecznika Komisji Europejskiej Thomasa Regniera jest dokładnie odwrotnie: „Decyzja o niewprowadzaniu Siri AI w UE należy wyłącznie do Apple i tylko do niego.”
Co mówi każda ze stron?
Digital Markets Act to prawo obowiązujące na terenie całej Unii. Jego zadaniem jest wyrównanie szans wszystkich graczy na rynku cyfrowym poprzez wspieranie konkurencji i przeciwdziałanie praktykom monopolistycznym.
Na jego mocy Apple otrzymało już karę w wysokości 500 mln euro, którą Komisja Europejska nałożyła 23 kwietnia 2025 roku. Jako przyczynę podano blokowanie deweloperom możliwości informowania użytkowników o tańszych, alternatywnych sposobach płatności poza App Store, czyli o opcjach pozwalających ominąć prowizję, którą Apple pobiera od transakcji w swoim sklepie. Była to pierwsza w historii kara nałożona na Apple w ramach DMA.
Tym razem, zdaniem Komisji Europejskiej, Apple uniemożliwia konkurencję w obszarze swojej nowej usługi Siri AI. Firmie zarzuca się blokowanie konkurencyjnym modelom AI równego dostępu i wglądu w urządzenie użytkownika w porównaniu ze swoją flagową usługą.
Firma z Cupertino odbija piłeczkę. W swoim komunikacie prasowym pisze:
„Według organów regulacyjnych UE rozporządzenie DMA nakłada na firmę Apple obowiązek zapewnienia każdemu systemowi sztucznej inteligencji niemal nieograniczonego dostępu do urządzenia użytkownika, a także możliwość samodzielnego korzystania z tego dostępu bez stałego nadzoru i kontroli ze strony użytkownika. (…) Biorąc pod uwagę poważne zagrożenia dla użytkowników, firma Apple opracowała rozwiązanie pośredniczące, które umożliwiłoby wirtualnym asystentom bezpieczny dostęp do tych samych funkcji i możliwości, jakie oferuje Siri AI na urządzeniach w UE. Firma Apple przedstawiła również plan wprowadzenia Siri AI w UE, z jednoczesnym stopniowym wdrażaniem tego rozwiązania w ciągu 18 miesięcy. Komisja Europejska odmówiła. W rzeczywistości Komisja Europejska nie zgodziła się na żadną z propozycji firmy Apple.”
Na koniec amerykańska firma dodała najmocniejsze stwierdzenie całego komunikatu:
„Biorąc pod uwagę oczywiste zagrożenia dla użytkowników w UE oraz fakt, że organy regulacyjne nie dostrzegają tych zagrożeń, nie ustalono na razie terminu wprowadzenia Siri AI na rynek UE.”
Prawda leży pośrodku, ale gdzie jest środek?
Tym, co w tym konflikcie najszybciej przykuło moją uwagę, jest wrogie nastawienie obu stron. Apple w komunikacie prasowym otwarcie atakuje DMA i oskarża Unię Europejską o niedostrzeganie zagrożeń płynących z udostępnienia innym modelom AI tego samego dostępu do danych użytkownika, jaki ma Siri AI. Z kolei postawa rzecznika Thomasa Regniera podczas odpowiedzi na pytanie dziennikarza również zdradza wręcz bojowe nastawienie wobec firmy z Cupertino i gotowość Komisji, by pozostać przy swoim stanowisku.
Regnier twierdzi, że Apple chce jako gatekeeper zamknąć rynek dla konkurencyjnych modeli AI w systeme iOS. Podczas konferencji powiedział wprost:
„Firma Apple po prostu nie była w stanie opracować rozwiązań zapewniających interoperacyjność, które spełniałyby podstawowe unijne normy dotyczące prywatności i bezpieczeństwa.”
Później dodał:
„Firma Apple zwróciła się z wnioskiem o zwolnienie z obowiązków dotyczących interoperacyjności wynikających z rozporządzenia DMA.”
I tu pojawia się istotny niuans, który rozjeżdża obie narracje. Apple przedstawia sprawę tak, jakby Komisja odrzuciła gotowe rozwiązanie techniczne. Regnier sugeruje co innego: zamiast przedłożyć do oceny zgodny z prawem mechanizm interoperacyjności, Apple miało po prostu wystąpić o całościowe, 18-miesięczne zwolnienie ze swoich obowiązków, a na to Komisja się nie zgodziła. Firma z Cupertino twierdzi jednak, że zaproponowała rozwiązanie tego problemu w formie Trusted System Agent, co Unia Europejska miała odrzucić.
To obrazuje skalę konfliktu między firmą z Doliny Krzemowej a Brukselą. Obie strony oskarżają się wzajemnie w biały dzień, bez choćby kropli języka dyplomatycznego.
Wysoce prawdopodobne jest, że rozmowy na zapleczu trwały już od jakiegoś czasu. Śmiem wątpić, by Apple było na tyle naiwne, żeby w ciemno rozwijać taką usługę, nie zdając sobie sprawy, że niektóre jej elementy mogą wejść w konflikt z prawem unijnym. Firma informowała o swojej propozycji rozwiązania problemu, ale brukselscy regulatorzy uznali ją za niesatysfakcjonującą.
To jednak nie tłumaczy ani skali konfliktu, ani jego tak publicznego charakteru. Wydaje się, że w tym sporze jest więcej wątków, niż widać na pierwszy rzut oka.
Jednego jestem pewien – ten konflikt jest częścią większego, geopolitycznego sporu o sztuczną inteligencję i wyrazem ambicji Unii Europejskiej, która chce zbudować konkurencyjne laboratoria AI, zdolne rywalizować jak równy z równym z odpowiednikami w Stanach i Chinach. Na chwilę obecną Mistral AI, Aleph Alpha albo polski Bielik dzieli jednak od Anthropic czy OpenAI znaczny dystans.
Chęci po stronie Unii widać. Jednak czy obrana przez nią strategia jest słuszna i okaże się skuteczna, to pokaże czas.