Artykuł · TC/2026/04 · Otwarty dostęp

Amerykański nation i state-building vs rzeczywistość

TypArtykuł
DziałStany Zjednoczone
Datacze 2026

Setki lat historii cywilizacji amerykańskiej można określić jako jeden wielki proces budowy. Od założenia przez Anglików pierwszych kolonii w Jamestown czy Zatoce Massachusetts, przez ekspansję Stanów Zjednoczonych na resztę kontynentu w duchu Manifest Destiny, po zwycięstwo w obu wojnach światowych i w zimnowojennym starciu ze Związkiem Sowieckim, rzesza ludzi z całego świata wniosła i wciąż wnosi swój wkład w kształtowanie społeczeństwa, narodu i państwowości amerykańskiej.


Mając to na uwadze, nasuwa się ciekawe, przynajmniej z perspektywy autora, pytanie – jak państwo, zbudowane stosunkowo niedawno i oparte na wielu, często różnych wzorcach radziło sobie, kiedy tworzyło państwowość poza własnymi granicami?

W niniejszym artykule zostanie podjęta próba analizy przypadków, w których to Stany Zjednoczone Ameryki bądź ściśle powiązane z nimi instytucje odegrały kluczową rolę w tworzeniu struktur państwowych poza własnymi granicami. Ocenie nie zostanie poddana słuszność podjętych działań, lecz używane w nich narzędzia i metody oraz ich przebieg, a także długofalowe skutki tychże w analizowanych państwach.


Krótki wstęp teoretyczny


Przed rozpoczęciem właściwej analizy warto powiedzieć, co rozumiemy pod pojęciem nation-building oraz state-building.


W ujęciu literatury międzynarodowej nation-building definiowany jest różnie, szczególnie w zależności od tego, co uważamy za naród oraz tego, jakie siły go kształtują. Szkoła modernistyczna (Gellner, Anderson), postrzegająca naród jako współczesny wynalazek, zwróci więc uwagę na strukturalne działania państwa, rozwój prasy, procesy industrializacji czy urbanizacji. Z kolei prymordialiści (Geertz, van den Berghe) i neoperenialiści (Hastings, Smith), według których różne formy narodów istnieją od zarania dziejów, odwołując się do czynników krystalizacji etnicznej mogliby wymienić chociażby język, religię, wspólne symbole i tradycje. Niezależnie od przyjętych kryteriów, podstawowym celem procesów budowy narodu, czy to oddolnych czy odgórnych, jest osiągnięcie narodowej integracji (Mylonas, 2020). Nation-building można szeroko określić jako szereg procesów, które prowadzą do powstania społeczności narodowej, a w ujęciu współczesnym również mające na celu osiągnięcie zbieżności między nią a strukturami państwowymi (Mylonas, 2020).


Dlaczego w powyższej definicji wskazane zostało, że jest ona tak rozumiana przez akademików międzynarodowych? Ponieważ należy zaznaczyć, że Amerykanie przez długi czas preferowali i wciąż preferują określenie nation-building, które używane jest przez tamtejszą klasę polityczną czy instytucje w znacznie szerszym kontekście i często jako pojęcie tożsame ze state-building w rozumieniu społeczności międzynarodowej. Wobec tego, jako że analizowane będą działania amerykańskie, pojęcia te mogą być używane zamiennie i dotyczyć tego, co definiowane jest przeważnie jako state-building. Warto dodać, że w literaturze można spotkać się z nazwą third-party state-building (Mylonas, 2020), która lepiej określa to, co Amerykanie rozumieją pod pojęciem nation-building.


State-building można prosto zdefiniować jako tworzenie nowych instytucji rządowych i wzmacnianie tych już istniejących (Fukuyama, 2004). Przybiera ono różnorakie formy – dotyczy zarówno dosłownej budowy od zera struktur państwowych, jak i tworzenia legitymacji dla rządu i zaufania dla administracji wśród społeczeństwa. W podstawowym kształcie state-building odbywa się poprzez działania wewnątrzpaństwowe. Współcześnie jednak w proces ten ingerują często siły zewnętrzne lub organizacje międzynarodowe, których wkład odbierany jest mocno niejednoznacznie, nierzadko spotykając się z oporem lokalnych społeczeństw.


Mając przeprawę z teorią za sobą, przejdźmy płynnie do analizy przykładów tego, jak „światowy policjant” radził sobie z budową państwowości poza swoimi granicami.

Podejście pierwsze. Eksperyment o nazwie „Liberia”


Przed omówieniem współczesnych przykładów, cofnijmy się na chwilę do początku XIX wieku, aby przyjrzeć się czemuś, co możemy określić jako pierwszą próbę budowy obcej państwowości przez Amerykanów.


W grudniu 1816 roku powstało Amerykańskie Towarzystwo Kolonizacyjne (American Colonisation Society, ACS) – organizacja, która postanowiła zająć się palącą kwestią niewolnictwa w Stanach Zjednoczonych w sposób, nazwijmy to, specyficzny. Celem ACS było utworzenie kolonii przeznaczonej dla wolnych Afroamerykanów. Członkowie towarzystwa wychodzili bowiem z założenia, że integracja byłych niewolników ze społeczeństwem amerykańskim nie była możliwa. Co ciekawe, w skład ACS wchodzili zarówno abolicjoniści, jak i zwolennicy niewolnictwa. Ci drudzy, obawiając się wzrostu populacji wyzwolonych niewolników, widzieli w tej inicjatywie okazję do „pozbycia się” ich z kraju, gdyż obawiali się, że mogą oni stanowić wzór dla pozostających w niewoli braci na południu.


W roku 1822 grupa osadników, przy poparciu i pomocy finansowej rządu Stanów Zjednoczonych, przybyła do wybrzeża Zachodniej Afryki i założyła kolonię, nazwaną dwa lata później Liberią. Inspirację Ameryką widać było wszędzie – od niemalże identycznej flagi, przez wyraźnie wzorowaną na amerykańskiej konstytucję, po stolicę, Monrowię, nazwaną na cześć ówczesnego prezydenta Jamesa Monroe. Marzenia kolonistów o wolnej, rządzonej przez czarnoskórych republice szybko zderzyły się z rzeczywistością – koszmarne warunki tropikalnej dżungli zabiły wielu z nich, a lokalna ludność była otwarcie wrogo nastawiona. Żeby dodać sytuacji ironii, osadnicy otwarcie dyskryminowali rdzennych mieszkańców, którzy przez wiele dekad żyli w warunkach segregacji od przybyłej zza oceanu elity politycznej. Ponadto nie minęło wiele czasu, zanim Waszyngton stracił zainteresowanie inicjatywą, która nie znalazła ostatecznie poparcia ani wśród rządzących, ani abolicjonistów, ani posiadaczy niewolników, ani – przede wszystkim – wśród wyzwolonych czarnoskórych z północnych stanów.


Wraz ze słabnącym wsparciem Amerykanów, kolonia zyskiwała coraz szerszą autonomię, aby w 1847 roku ogłosić niepodległość, chociaż uznaną oficjalnie dopiero podczas wojny secesyjnej. Liberia pozostała jednak silnie uzależniona od wsparcia z Waszyngtonu, zarówno finansowego, jak i wojskowego. Stany Zjednoczone wielokrotnie wspomagały rząd w Monrowii w walce przeciwko rdzennej ludności oraz udzielając licznych pożyczek. W zamian Amerykanie sprawowali w różnych okresach kontrolę nad polityką zagraniczną czy fiskalną kraju. Rządząca mniejszość, Amerykoliberyjczycy, stanowiąca w szczytowym momencie około 5% ludności, sprawowała pełną władzę polityczną nad państwem aż do zamachu stanu w roku 1980. Do tego momentu żyła w pełnej separacji od reszty społeczeństwa, zamieszkując dzielnice, których architektura nawiązywała do południowych stanów.


Ostatecznie kolonia w Liberii przeszła do historii jako niszowa i zdecydowanie nieudana próba rozwiązania problemu niewolnictwa w Stanach Zjednoczonych. Według szacunków, do kolonii przybyło maksymalnie 20 000 osadników z Ameryki, wliczając w to kilka tysięcy ludzi uratowanych wówczas z atlantyckiego handlu niewolnikami, co stanowiło mniej niż 1% ówczesnej czarnoskórej amerykańskiej populacji. Po obaleniu reżimu Amerykoliberyjczyków i tak już biedna Liberia popadła w chaos, przechodząc przez kolejne rządy autorytarne, dwie wieloletnie wojny domowe i kryzysy ekonomiczne.

Największe powojenne sukcesy Amerykanów – Niemcy i Japonia


Wraz z końcem II wojny światowej globalne wpływy Stanów Zjednoczonych, niekwestionowanego lidera zwycięskiej koalicji, drastycznie wzrosły. Wiązało się to z tym, iż w przeciwieństwie do okresu po Wielkiej Wojnie Ameryka nie popadła w izolacjonizm i aktywnie uczestniczyła w tworzeniu nowego ładu światowego, będąc jego naczelnym kreatorem. Proces ten wiązał się z niespotykanym wcześniej zaangażowaniem sił i środków w odbudowę czy pomoc humanitarną nie tylko swoich sojuszników, ale również niedawnych adwersarzy. I nie mowa tu tylko o wspieraniu rekonstrukcji gospodarczej albo wsparciu materialnym poszkodowanej ludności, ale o wdrażaniu fundamentalnych reform ustrojowych i tworzenia nowych struktur państwowych. Bezpośrednio po zakończeniu działań zbrojnych Amerykanie rozpoczęli w ten sposób nation-building w Niemczech oraz w Japonii – modelowe przykłady tego, że ów proces w amerykańskim wydaniu może przynieść pozytywne długotrwałe skutki.


W momencie kapitulacji Niemcy znajdowały się w ruinie – struktury państwa upadły, armia została rozbita, gospodarka załamała się, miliony przesiedlonych ludzi nie miało dachu nad głową ani dostępu do żywności. Znaczna część z nich, przymusowo przywieziona do Trzeciej Rzeszy albo jako niewolnicza siła robocza, albo jako więźniowie obozów koncentracyjnych, znajdowała się w dramatycznym stanie i daleko od swoich ojczyzn. Skala klęski była całkowita. W takiej sytuacji państwa zwycięskie rozpoczęły okupację, dzieląc Niemcy na cztery strefy zarządzane osobno przez każde z nich. Szybko zrodziło to problemy – Alianci nie mieli jednolitej wizji kształtu powojennych Niemiec, a w warunkach rodzącej się Zimnej Wojny fundamentalne różnice między podejściem Związku Radzieckiego a państwami zachodnimi zaczęły być coraz bardziej widoczne.


Stany Zjednoczone wiodły prym w budowie nowej państwowości niemieckiej. Działania Amerykanów oparte były na sformułowanej w Poczdamie„zasadzie 4D” (Denazyfikacja, Demilitaryzacja, Dekartelizacja oraz Demokratyzacja), a także dążyły do koordynacji polityk okupacyjnych z Wielką Brytanią i Francją. Początkowo priorytetem Aliantów był całkowity demontaż nazistowskiego aparatu władzy oraz wymierzenie sprawiedliwości jego przedstawicielom, a także rozmontowanie resztek Wehrmachtu i niemieckiego przemysłu zbrojeniowego. Działania na tym froncie zostały przeprowadzone szybko, sprawnie i bez napotkania większego oporu. Armia, jej struktury dowodzące oraz inne organizacje paramilitarne przestały istnieć, a już w listopadzie 1945 roku pracę nad osądzeniem kluczowych osób odpowiedzialnych za działania nazistowskich Niemiec rozpoczął Trybunał Norymberski. Odpowiedzialność nad ukaraniem pomniejszych przedstawicieli dawnej władzy sprawowały mniejsze trybunały, działające na poziomie sektorów okupacyjnych. 


Amerykańskie działania państwowotwórcze w Niemczech przybrały w dużej mierze charakter oddolny. Poza utworzeniem na szczeblu centralnym nowej policji, proces tworzenia niemieckiego społeczeństwa obywatelskiego rozpoczął się w skali lokalnej. Stopniowo, zaczynając od najmniejszych gmin, wojskowe rządy sektorowe przekazywały coraz więcej kompetencji w ręce odbudowywanej administracji. Kluczowe były również wprowadzone przez Amerykanów reformy systemu edukacji oraz ochrona podstawowych praw i wolności obywatelskich. Jeszcze w styczniu 1946 roku doszło w amerykańskiej strefie okupacyjnej do przeprowadzenia pierwszych wolnych wyborów, które odbyły się w społecznościach lokalnych liczących do 20 000 mieszkańców. W przeciągu kolejnych miesięcy wybory przeprowadzono na poziomie landowym. Procesy demokratyzacyjne przyspieszyły wraz z rosnącymi napięciami ze Związkiem Radzieckim – amerykańska strefa okupacyjna połączyła się z brytyjską w 1947 roku, a dwa lata później odbyły się wybory na szczeblu krajowym, doprowadzając do utworzenia rządu Konrada Adenauera, który przy wsparciu zachodnim kontynuował tworzenie demokratycznych instytucji.


Omawiając powojenną odbudowę Niemiec należy wspomnieć również o rekonstrukcji gospodarczej. Oparta na autarkii i zmonopolizowana przez wielkie firmy ekonomia Trzeciej Rzeszy została niemal całkowicie zniszczona. Wśród Aliantów napięcia budził temat wznowienia aktywności gospodarczej w Niemczech i początkowo odbudowa ta ograniczyła się do sektorów mających za zadanie zaspokojenie podstawowych potrzeb obywateli. Z czasem jednak zarówno Amerykanie, jak i Brytyjczycy doszli do wniosku, że budowa wolnorynkowej i zindustrializowanej gospodarki niemieckiej jest kluczowa do zapewnienia sprawnego funkcjonowania nowego, demokratycznego państwa. W związku z tym Stany Zjednoczone udzieliły wówczas Niemcom znaczącej pomocy humanitarnej oraz szeregu pożyczek, starając się przy tym ograniczać przymus wypłacania reparacji, czemu szczególnie silnie sprzeciwiali się Francuzi. Działania te, połączone z rozpoczętym w 1948 roku Planem Marshalla oraz wsparciem nowo utworzonych instytucji międzynarodowych, doprowadziły do bardzo szybkiego wzrostu gospodarczego. Jako jego przyczyny należy tu również wymienić szereg wewnętrznych reform fiskalnych, jak chociażby zastąpienie marki Rzeszy marką niemiecką czy zniesienie wielu regulacji z ery nazistowskiej.


Podpisując akt kapitulacji Japonia nie była w aż tak złej sytuacji jak Niemcy. Ulegając warunkom Stanów Zjednoczonych po atakach nuklearnych na Hiroszimę i Nagasaki kraj uniknął całkowitego zniszczenia, niemniej bombardowania Aliantów wyrządziły znaczące szkody. Gospodarka była bliska upadku, wiele milionów ludzi albo nie miało dachu nad głową w wyniku działań wojennych, zostało przesiedlonych na terytoria okupowane, albo sprowadzonych do Japonii jako przymusowa siła robocza. Około czterech milionów żołnierzy zostało zmobilizowanych do obrony przed planowaną inwazją Amerykanów i nie było jasne, czy złożą broń. Pomimo to rząd, administracja państwowa, parlament oraz lokalna biurokracja pozostały w pełni funkcjonalne i gotowe do współpracy ze Stanami Zjednoczonymi, a na tronie wciąż zasiadał cieszący się powszechnym uznaniem Japończyków cesarz Hirohito. Warty odnotowania jest fakt, że w przeciwieństwie do alianckiej okupacji Niemiec, Japonia nie została podzielona przez zwycięską koalicję i znalazła się pod pełną kontrolą Amerykanów. Generał Douglas MacArthur, mianowany przez prezydenta Trumana na głównodowodzącego sojuszniczych wojsk okupacyjnych w Japonii, posiadał w zasadzie nieograniczoną władzę nad pokonanym rywalem, ponieważ nadzór międzynarodowy był w dużej mierze iluzoryczny.


Jeszcze przed przybyciem wojsk amerykańskich, rząd nowego premiera Naruhiko Higashikuniego rozpoczął demobilizację japońskiej armii. Po oficjalnym rozpoczęciu okupacji Generał MacArthur zdecydował, aby Japończycy kontynuowali proces rozbrajania, pod amerykańskim nadzorem. Przebiegł on sprawnie i bez większych trudności – do końca 1945 roku siły zbrojne Japonii oraz ich naczelne dowództwo przestały istnieć. Był to pierwszy przejaw tego, że przyjęty przez Amerykanów model okupacji zasadniczo różnił się od tego wprowadzonego w Niemczech – Stany Zjednoczone sprawowały władzę poprzez istniejące już japońskie instytucje. Zamiast je zlikwidować i zbudować na nowo, pozostawiono je na swoim miejscu, z czasem nadając im bardziej demokratyczny charakter. Wyjątek stanowiła Okinawa, którą zarządzano bezpośrednio i oddano pod kontrolę Japonii dopiero w 1972 roku.


Taki sposób okupacji wynikał przede wszystkim z niechęci Amerykanów do inwestowania zbyt wielu środków i zasobów, które potrzebne były gdzie indziej. Mając jednak na uwadze, że aby demokratyczne zmiany zostały zaakceptowane przez społeczeństwo potrzebne jest finansowanie, MacArthur skutecznie lobbował o zwiększenie pomocy. Była ona szczególnie potrzebna w sytuacji załamania się japońskiego systemu dystrybucji żywności. Ze względu na górzyste ukształtowanie terenu, Japonia w znacznej mierze polegała w tym obszarze na imporcie, który niemalże zniknął. Nałożyło się to na najgorsze od ponad 30 lat zbiory ryżu. Wynegocjowane przez MacArthura dodatkowe dostawy pomocy humanitarnej uchroniły miliony Japończyków przed głodem.


Kluczową decyzją, podjętą wbrew przeważającej większości opinii publicznej w Stanach Zjednoczonych, było utrzymanie japońskiej dynastii cesarskiej na tronie. Pomimo ograniczenia roli monarchy do czysto symbolicznej, zapewniło to społeczną akceptację reform. Hirohito całkowicie zerwał z dotychczasową tradycją cesarza jako niemalże bóstwa, aktywnie objeżdżając kraj i budując morale cywili.


Poza niechęcią do wydawania nadmiernych środków, amerykańska decyzja o wykorzystywaniu istniejącej japońskiej administracji podyktowana była również innymi, bardziej praktycznymi czynnikami. Po pierwsze, rozległość i sprawność aparatu biurokratycznego stanowiła jego istotny atut. Po drugie, ciężką do pokonania barierą okazała się kwestia językowa. Amerykanie nie dysponowali licznym personelem, który umiałby zarówno mówić po japońsku i angielsku oraz posiadałby odpowiednie zdolności do kierowania codzienną polityką. Wobec tego okupacja ograniczała się de facto do wydawania ogólnych poleceń japońskim władzą oraz kontroli i nadzoru ich działań. Przez dłuższy okres wyjątek stanowiły kwestie gospodarcze, w których Amerykanie zachowali bezpośrednią kontrolę.


Pierwszym etapem demokratyzacji, podobnie jak w Niemczech, stało się osądzenie odpowiedzialnych za działania i zbrodnie wojenne członków władzy i armii. Powołany w tym celu w Tokio Międzynarodowy Trybunał Wojskowy dla Dalekiego Wschodu operował na bliźniaczych do swojego norymberskiego odpowiednika zasadach. Różnicę stanowiła skala – Japonia nie dysponowała zorganizowanym na szeroką skalę aparatem państwowej represji ani nie tworzyła obozów koncentracyjnych, chociaż traktowanie przez japońskich żołnierzy jeńców wojennych i cywilów na okupowanych terytoriach miało podobnie zbrodniczy charakter jak w przypadku Niemiec. Z tych powodów liczba skazanych Japończyków była znacząco mniejsza niż Niemców. Dodatkowo lwią część osądzonych stanowili przedstawiciele armii i członkowie organizacji paramilitarnych. Japoński rząd otrzymał po kilku latach możliwość rewizji tych wyroków, a wiele ze skazanych odzyskało wolność oraz prawa polityczne. Innym podobieństwem do decyzji okupacyjnych w Niemczech było utworzenie policji. W tym celu istniejąca Specjalna Wysoka Policja została rozwiązana, a na jej miejsce, przy oporze Japończyków, powołano zdecentralizowaną organizację. Scentralizowano ją na nowo po zakończeniu okupacji.


Po tym, kiedy zaproponowane przez japoński rząd poprawki konstytucyjne okazały się niesatysfakcjonujące, naczelnymi zadaniami Amerykanów stały się napisanie nowej konstytucji Japonii oraz przeprowadzenie reformy edukacji. Wprowadzone zmiany były znaczące – rolę cesarza ograniczono do minimum, centralną pozycję polityczną przejął parlament, zrównano prawa kobiet i mężczyzn oraz, co najbardziej znamienne, pozbawiono Japonię sił zbrojnych i prawa do wypowiadania wojny. Pomimo tego, że przekazany przez Amerykanów dokument zawierał błędy tłumaczeniowe i jego język brzmiał nienaturalnie dla Japończyków, został ostatecznie zaakceptowany i do dziś niezmieniony. Pierwsze wolne wybory w ramach nowego porządku konstytucyjnego przeprowadzono już w kwietniu 1946 roku. Z kolei reforma edukacyjna wyeliminowała ze szkół wszelkie przejawy kultu cesarskiego, promowanej przez państwo religii oraz japońskiego nacjonalizmu. Podobnie jak w przypadku policji, zmiany przeprowadzono w duchu decentralizacji, bazując nowy system edukacji na amerykańskim.


Zimna wojna zmieniła tor japońskich reform gospodarczych. Początkowo ambitny program reform, zakładający pełną liberalizację oraz nadanie licznych praw robotnikom, został ograniczony przez kwestie pragmatyczne. Kontrowersję wzbudziło proponowane rozbicie japońskich zaibatsu – ogromnych konglomeratów biznesowych. Waszyngton domagał się szybkiego rozpoczęcia tego procesu, sprzeciwił się temu jednak MacArthur. Ostatecznie rozwiązanie oraz wprowadzenie regulacji antymonopolistycznych doszło do skutku, ale proces był niesatysfakcjonujący, a wiele poprzednich właścicieli zachowało swoje wpływy. Kolejna kwestia, zapewnienie pracownikom prawa do zrzeszania się, również wywołała problemy. W niektórych z nowo utworzonych związków zawodowych swoją pozycję zaczęli budować japońscy komuniści. Obawiając się przejęciu przez nich kontroli, a także negatywnego z perspektywy stabilności gospodarczej aspektu działalności związków zawodowych, Waszyngton ograniczył ich wpływy. Wielkim sukcesem okazała się przeprowadzona w latach 1946-1950 reforma rolna, której pozytywne rezultaty odczuwane są do dziś. Kluczowym czynnikiem, dzięki któremu japońska gospodarka przeżyła rozkwit, okazała się wojna koreańska. Do momentu jej wybuchu Japonia posiadała problem w postaci braku zagranicznych rynków zbytu, a z racji bliskości geograficznej odegrała w konflikcie kluczową rolę. Związany z działaniami zbrojnymi wzrost popytu na japońskie produkty znacząco zwiększył przychody z handlu.


Przypadki powojennej odbudowy Niemiec i Japonii ukazują, że Stany Zjednoczone poprzez swój nation-building są w stanie stworzyć stabilne, prosperujące i demokratyczne państwa. Jako cechy wspólne procesów w obu krajach należy wymienić skupienie się na rozliczeniu dawnej, prowojennej elity politycznej oraz demokratyzacji, obecność szeroko zakrojonych reform gospodarczych w duchu wolnorynkowym oraz „łagodność” okupacji. Amerykańscy żołnierze, jeszcze do niedawna wrogowie, stali się symbolem niesienia pomocy humanitarnej. Istotnym czynnikiem było także względnie szybkie oddanie władzy nad polityką wewnętrzną w ręce okupowanych narodów poprzez wolne wybory. Na korzyść Stanów Zjednoczonych działały także kultura i historyczne doświadczenia okupowanych państw. Przed dojściem nazistów do władzy Niemcy posiadały funkcjonującą, choć niezbyt stabilną demokrację oraz nie były kulturowo odległe od Amerykanów. Z kolei Japonia przeszła przez proces modernizacji w duchu zachodnim, kładąc podwaliny pod system demokratycznych rządów, które jednak były mocno ograniczone. Oczywiście, polityka okupacyjna wobec Niemiec i Japonii różniła się, przede wszystkim w wykorzystaniu lokalnych administracji czy udziale innych aktorów międzynarodowych. Niemniej ich efekty są bliźniacze – oba państwa stały się demokratycznymi potęgami gospodarczymi, ze stabilnymi instytucjami i szerokimi prawami obywatelskimi.

Zostając w Azji – Korea Południowa, Filipiny i Wietnam

Po omówieniu procesów państwowotwórczych w Japonii pozostańmy jeszcze na moment na kontynencie azjatyckim, aby przyjrzeć się działaniom amerykańskim w innych państwach regionu. Przywołana przed momentem wojna koreańska zmusiła Stany Zjednoczone do zaangażowania się w sprawy półwyspu. Wcześniej amerykańskie priorytety leżały w zupełnie innych miejscach, kwestie koreańskie nie zaprzątały głów zbyt wielu osób w Waszyngtonie. Chcąc zapobiec rozprzestrzenieniu się komunizmu, Amerykanie przenieśli do Korei sporo zasobów, zarówno po to, aby obronić ją wojskowo, jak i w celu zbudowania tam stabilnego, mogącego w razie potrzeby samodzielnie walczyć państwa.


Amerykańskie wysiłki w Korei, wspierane przez międzynarodową koalicję pod egidą ONZ, rozpoczęły się w trakcie inwazji z Północy i nabrały prędkości po zakończeniu wojny w 1953 roku. Jako główne wyzwania w modernizacji kraju, szereg raportów amerykańskich oraz międzynarodowych wskazywały: brak infrastruktury i przemysłu, niewydolne rolnictwo oraz uwięzione w postkolonialnej przeszłości, zacofane w rozwoju społeczeństwo koreańskie, któremu z powodu dekad japońskiego szkolnictwa brakowało odpowiedniego wykształcenia. Na te problemy nałożyła się olbrzymia skala zniszczeń w wyniku działań wojennych.


Działania rozpoczęte jeszcze w trakcie amerykańskiej okupacji w latach 1945-1948 doprowadziły do przeprowadzenia skutecznych reform rolnych, położenia fundamentów pod budowę przemysłu oraz całkowitej zmiany koreańskiego systemu edukacji. Zadaniem szkolnictwa, poza oferowaniem nauki umiejętności potrzebnych w budowie nowoczesnej gospodarki, stało się wykreowanie nowego społeczeństwa wierzącego w progresywne ideały i postęp technologiczny. Efekty hojnego amerykańskiego zaangażowania finansowego w latach powojennych były widoczne, aczkolwiek Waszyngton uważał je za niesatysfakcjonujące. Sytuacja zmieniła się jednak, a „Cud nad rzeką Han” stał się rzeczywistością w dużej mierze dzięki amerykańskiej interwencji w Wietnamie. Administracja prezydenta Parka Chung Hee aktywnie wspierała Stany Zjednoczone, które w zamian zwiększyły nie tylko swoje inwestycje, ale również stworzyły popyt na koreańskie produkty. Amerykanie znaczącą część swoich zamówień wojskowych realizowali wówczas właśnie w Republice Korei. Prezydent Park położył również podwaliny pod nastawioną na eksport i handel gospodarkę oraz znormalizował relacje z Japonią, co przyciągnęło na półwysep licznych inwestorów z tego kraju. To właśnie podczas wojny w Wietnamie narodziły się czebole, wielkie konglomeraty biznesowe, które do dziś odpowiadają za większość koreańskiego PKB oraz stanowią fundament nowoczesnej gospodarki Korei.


W procesie nation-building w Republice Koreańskiej brakowało kluczowego aspektu – demokratyzacji władzy. Wraz z upływem lat rządy pierwszego prezydenta Syngmana Rhee stawały się coraz bardziej autorytarne, skorumpowane i niepopularne zarówno wśród społeczeństwa kraju, jak i w Waszyngtonie. Stany Zjednoczone obwiniały administrację Rhee za niezadowalające wyniki gospodarcze. Jednak w trakcie jego prezydentury okazało się, że amerykańskie reformy jeszcze z lat 40. przyniosły pewien nie do końca oczekiwany skutek – ukształtowały nowe, prodemokratyczne społeczeństwo koreańskie. Pierwszym tego przejawem było zmuszenie prezydenta Rhee do ustąpienia z urzędu po sfałszowaniu wyborów w 1960 roku. Udało się to w wyniku nieoczekiwanej fali protestów. Wprowadzony później system parlamentarny okazał się jednak nieskuteczny w zarządzaniu wieloma problemami odziedziczonymi po poprzedniej administracji, co doprowadziło do przewrotu wojskowego generała Parka Chung Hee już w 1961 roku. Wspomniany wcześniej nowy prezydent przywrócił kraj na ścieżkę autorytarną, utrzymując poparcie Waszyngtonu. Katalizatorem do ponownych zmian stało się dopiero krwawe stłumienie protestów w Kwangju w maju 1980 roku. Co prawda nie zmusiło to ówczesnego prezydenta, również wojskowego dyktatora Chun Doo-hwana, do ustąpienia, jednak uśpiony sentyment demokratyczny odżył na nowo. Należy zaznaczyć, że Amerykanie nie wystąpili po tych wydarzeniach przeciwko administracji Chuna, obawiając się destabilizacji Korei w obliczu toczącej się zimnej wojny. W następnych latach Koreańczycy, poprzez liczne strajki i protesty stopniowo zmusili wojsko do rezygnacji z władzy, czego owocem były wolne wybory w 1987 roku. Od tego czasu Korea Południowa posiada nie tylko rozwiniętą, nowoczesną gospodarkę, ale również demokratyczne instytucje i szeroki wachlarz praw obywatelskich. Można podsumować to stwierdzeniem, że wartości demokratyczne, których Stany Zjednoczone nie zapewniły Korei od razu, zostały jednak zakorzenione w społeczeństwie na tyle silnie, że zdołało ono samo je wywalczyć.


Filipiny znalazły się pod rządami Stanów Zjednoczonych formalnie po zakończeniu wojny amerykańsko-hiszpańskiej w 1898 roku, faktycznie po pokonaniu przez Amerykanów filipińskich nacjonalistów cztery lata później. Za pośrednictwem Komisji Filipińskich, szczególnie Drugiej, zwanej również Komisją Tafta, rozpoczął się proces tworzenia Filipin. Na model amerykański stworzono podstawy demokratycznych struktur państwowych, niezależne sądownictwo i prawo. Zbudowano nieporównywalny z czasami rządów hiszpańskich system szkół publicznych, promowano prawa obywatelskie, rozwój sztuki i prasy. Pod amerykańskim zwierzchnictwem de facto narodziła się tradycja państwowa oraz kultura filipińska, w procesie określanym jako filipinizacja. W jego trakcie Amerykanie, którzy po zajęciu kraju objęli stanowiska administracyjne, zaczęli je stosunkowo szybko oddawać w ręce lokalnych elit. Filipinizacja postępowała na tyle skutecznie, że w pierwszych wolnych wyborach do Zgromadzenia Filipińskiego w 1907 roku Partia Nacjonalistów odniosła zdecydowane zwycięstwo nad zwolennikami włączenia Filipin do Stanów Zjednoczonych jako ich pełnoprawnej części. Z kolei w powołanej przez Amerykanów Drugiej Komisji Filipińskiej już w 1913 większość członków stanowili przedstawiciele Manili, a nie Waszyngtonu. Należy jednak zaznaczyć, że Amerykanie wspierali frakcje sprzyjające filipinizacji i wpływali na jej kształt, postrzegając ten proces jako skuteczniejszy w tworzeniu państwowości niż próby narzucenia amerykańskich wzorców kulturowych.


Chociaż Stany Zjednoczone poradziły sobie w nation-building na Filipinach zdecydowanie lepiej niż Hiszpania, nie stworzyły tam raju na Ziemi. Nie bez powodu Amerykanie o Filipinach wypowiadali się wówczas, szczególnie w mniej formalnych rozmowach, jako o kolonii. Wyspy miały być modelowym przykładem amerykańskiego ekscepcjonalizmu – idei, która zakładała wyjątkowość i wyższość moralną Stanów Zjednoczonych nad resztą świata. Budując państwowość filipińską Amerykanie kierowali się więc w znacznej mierze przesłankami ideologicznymi, co zrodziło problemy do dziś na Filipinach obecne. Sam proces państwowotwórczy nie odbył się przez to bez błędów. Przede wszystkim zabrakło w nim znaczących inwestycji w gospodarkę i infrastrukturę. Podany wcześniej przykład budowy niemalże od zera systemu edukacji jest imponujący, jednak w jego wyniku poza szkolnictwem wciąż pozostała ponad połowa filipińskich dzieci. Mniejszości etniczne i religijne, chociaż nominalnie posiadające równe prawa, mierzyły się z wieloma przejawami dyskryminacji ze strony faworyzowanych przez Amerykanów potomków hiszpańskich kolonistów i Tagalczyków. Stany Zjednoczone pogorszyły w ten sposób narastające podziały wewnętrzne. Osiągając pełną niepodległość w 1946 roku, Filipiny, chociaż o solidnych podstawach demokratycznych, zmagały się z wieloma postkolonialnymi problemami wywołanymi rządami amerykańskimi.


Dopóki w Waszyngtonie nie zaczęto poważnie obawiać się efektu domina w państwach azjatyckich, Wietnam był dla Amerykanów mało interesujący. Okoliczności zmusiły ich jednak do zaangażowania potężnych środków w działania mające na celu obronę Południa przed komunistami z Północy, jak i zbudowanie tam stabilnych struktur państwowych. Odziedziczony po Francuzach aparat administracyjny został skonstruowany do ochrony francuskich interesów i nie nadawał się do efektywnego zarządzania niepodległym Wietnamem, ze szczególnym uwzględnieniem terenów wiejskich – kluczowej bazy poparcia dla komunistów. Po przejęciu władzy w 1955 roku prezydent Ngô Đình Diệm, przy wyraźnym wsparciu Amerykanów, zaczął sprawować coraz bardziej autorytarne rządy. Uzgodnione w czasie konferencji genewskiej wybory nie odbyły się, w administracji powszechnie występowały nepotyzm i korupcja. Opozycja oraz buddyjska większość były otwarcie represjonowane. Uaktywnienie komunistycznej partyzantki w 1959 roku oraz powstanie Wietkongu dwa lata później przyspieszyły jeszcze bardziej postępujący w państwie chaos.


W tej sytuacji w Wietnamie Południowym zaczęło pojawiać się coraz więcej amerykańskich żołnierzy i doradców wojskowych, którzy zyskiwali coraz większy wpływ na funkcjonowanie państwa. Naczelny problem stanowił początkowo brak jednolitej wizji wśród Amerykanów. Jednocześnie poszczególni przedstawiciele Waszyngtonu podejmowali nieskoordynowane działania – przykładowo, jedna z frakcji próbowała wzmocnić centralną władzę prezydenta Diệma i podległe mu instytucje, inna z kolei prowadziła w tym czasie działania mająca na celu zwiększenie kompetencji lokalnych administracji w celu budowy poparcia na terenach wiejskich. Problemem była również zbudowana w modelu amerykańskim armia, która nie nadawała się do niekonwencjonalnej walki z rozproszoną partyzantką. Wiele do życzenia pozostawiały także kompetencje wietnamskich dowódców. Po obaleniu reżimu Ngô Đình Diệma oraz przejęciu prezydentury w Stanach Zjednoczonych przez Lyndona Johnsona w 1963 roku doszło do znaczącej rewizji polityki amerykańskiej w Wietnamie. Zwiększenie zaangażowania Amerykanów po incydencie w Zatoce Tonkińskiej w sierpniu 1964 wymagało radykalnych i skoordynowanych działań. Doprowadziło to do powstania programu Civil Operations and Rural Development Support (CORDS) w roku 1967. Był to najlepiej zorganizowany do tej pory amerykański wysiłek mający na celu stabilizację Państwa Wietnamskiego, który osiągnął pewne sukcesy w pacyfikacji wietnamskiej prowincji. Jednakże osłabionemu w kilka miesięcy później po ofensywie Tet Wietnamowi Południowemu nie pomogły już żadne działania. Po rozpoczętym przez prezydenta Nixona procesie wycofywania wojsk amerykańskich, który zakończył się ostatecznie w 1973 roku, wojna zakończyła się zwycięstwem Wietnamu Północnego wraz z upadkiem Sajgonu dwa lata później. Ze wszystkich państwowotwórczych inicjatyw Amerykanów z okresu zimnowojennego, Wietnam Południowy można bez większych wątpliwości określić jako największą i najbardziej dotkliwą porażkę. Stany Zjednoczone nie tylko poniosły porażkę militarną, straciły dziesiątki tysięcy ludzi i miliardy zainwestowanych w Południe środków, ale również przegrały w procesie state-building z komunistycznym Wietnamem Północnym, który był w stanie w trakcie trwania wojny zbudować funkcjonujące państwo.

Zderzenie z rzeczywistością w Somalii

Zostawiając na moment Azję, przenieśmy się do Afryki lat 90. Po zajęciu przez rebeliantów Mogadiszu upada władza prezydenta Barre, a tocząca się w Somalii wojna domowa przechodzi w nową, bardziej chaotyczną i krwawą fazę. Antyrządowi watażkowie i wspierające ich klany odwracają się przeciwko sobie, rozpoczynając walkę o władzę nad całym państwem. Gospodarka całkowicie się załamuje, miliony ludzi cierpią z głodu lub są zmuszeni do opuszczenia swoich domów. Dramatyczna sytuacja wymusza na społeczności międzynarodowej podjęcie interwencji, aby ustabilizować de facto upadłe państwo. Chociaż oficjalnie misją kieruje ONZ, lwią część personelu i budżetu dostarczają Stany Zjednoczone.

W celu odbudowy stabilności i podstaw państwowości Somalii w kwietniu 1992 roku powołano do życia UNOSOM I, operację pod dowództwem ONZ. Jej zadaniem było monitorowanie kruchego zawieszenia broni w Mogadiszu oraz zapewnianie bezpieczeństwa konwojom humanitarnym. Po napotkaniu wyraźnego oporu ze strony somalijskich watażków została ona wsparta w grudniu przez przewodzoną przez Amerykanów misję UNITAF. Obie operacje połączono w maju 1993 roku w UNOSOM II, której uprawnienia poszerzono o działania mające na celu odbudowę oraz demokratyzację Somalii. Paradoksalnie, chociaż zakres UNOSOM II był znacznie szerszy od poprzedników, uczestniczyło w nim mniej personelu, co odbiło się na skuteczności programu.

Po autoryzacji bezpośredniej operacji Stanów Zjednoczonych sytuacja zaczęła się poprawiać. Liczący 28 000 kontyngent amerykańskich żołnierzy skutecznie zniechęcił watażków do kontestowania działań misji. Dzięki UNITAF udało się względnie ustabilizować warunki humanitarne, szczególnie w kwestii dostaw żywności. W krótkim czasie odbudowane zostały liczne drogi oraz podstawowe instalacje sanitarne i instytucje publiczne, takie jak szpitale czy szkoły. Warto dodać, że jedną z przyczyn sukcesu UNITAF była jasno określona struktura dowódcza oraz bardzo dobra koordynacja działań z innymi członkami koalicji międzynarodowej w ramach UNOSOM I.

Sytuacja diametralnie zmieniła się po utworzeniu UNOSOM II. Pierwszym oczywistym problemem było zmniejszenie stanu liczebnego personelu uczestniczącego w operacji przy jednoczesnym znacznym zwiększeniu zakresu jej działań. Ponadto, w przeciwieństwie do UNITAF, struktura dowódcza misji została skonstruowana w sposób niepotrzebnie skomplikowany i niejednoznaczny. Doprowadziło to do ponownego pogłębienia kryzysu. Nasilił się proceder przywłaszczania przez watażków międzynarodowej pomocy humanitarnej i rozdawania jej swoim lojalistom, a nie cierpiącej ludności kraju. Wojujące frakcje powróciły do ostrego kwestionowania autorytetu zagranicznej misji, a skomplikowana struktura UNOSOM II utrudniała skuteczną odpowiedź militarną. Podczas próby zbudowania demokratycznych podstaw państwa Stany Zjednoczone i ONZ nie uwzględniły jednej, niezwykle kluczowej kwestii – somalijskie społeczeństwo od wieków charakteryzował silny podział klanowy. Budując państwowość przyszłej Somalii praktycznie nie poświęcono środków na próbę stworzenia narodowego pojednania. W całym procesie dostępne zasoby stale się kurczyły i były nieadekwatne do potrzeb misji. Przyczyną takiego stanu rzeczy była wewnętrzna presja w Stanach Zjednoczonych po fiasku operacji Gothic Serpent w październiku 1993 roku. W wyniku zestrzelenia w jej trakcie dwóch helikopterów Black Hawk – skąd, nawiasem mówiąc, wzięło się określanie tego incydentu jako Black Hawk Down – zginęło osiemnastu amerykańskich żołnierzy. W rezultacie administracja Billa Clintona zaczęła systematycznie zmniejszać udział Amerykanów w operacji. Ostatecznie doprowadziło to do rozwiązania misji ONZ i wycofania sił międzynarodowych w marcu 1995 roku. Ponad dwa lata działań, które w znacznej mierze finansował Waszyngton, spełzły na niczym, a chaos w Somalii trwa do dziś.

Interwencje w bałkańskim kotle

Rozpad Jugosławii w pierwszej połowie lat 90. przyniósł Bałkanom lata krwawej wojny, a po jej zakończeniu okres bolesnej stabilizacji i trudnych reform. Najbardziej drastyczny przebieg proces ten przybrał w Bośni – niemal natychmiast po ogłoszeniu przez kraj niepodległości w kwietniu 1992 roku wybuchła wojna. Naczelnym punktem zapalnym były kwestie etniczne. Podział pomiędzy Bośniaków, Serbów i Chorwatów, który za czasów Jugosławii pozostawał uśpiony, odżył w odsłonie brutalności nie widzianej w Europie od drugiej wojny światowej. Konflikt zakończyła dopiero skoordynowana ofensywa bośniacko-chorwacka z sierpnia 1995 roku, połączona z bombardowaniami przeprowadzonymi przez państwa NATO. W jej wyniku strona serbska została zmuszona do negocjacji, które, mediowane przez Amerykanów, doprowadziły do podpisania Układu w Dayton 14 grudnia 1995 roku.

Porozumienie zakończyło działania zbrojne oraz dało początek jednemu z najbardziej specyficznych organizmów państwowych we współczesnym świecie. Utworzono państwo Bośnia i Hercegowina, w skład którego weszły: Federacja Bośni i Hercegowiny, podzielona na dziesięć autonomicznych kantonów, oraz Republika Serbska, jednolita i również posiadająca szeroką autonomię. Ponieważ w momencie podpisania układu nie istniały jeszcze instytucje centralne, utworzono Biuro Wysokiego Przedstawiciela (OHR). Wysokiemu Przedstawicielowi, wybieranemu przez społeczność międzynarodową, nadano nadzwyczajne uprawnienia mające na celu umożliwienie wprowadzenia w życie zapisów porozumienia z Dayton. Do tych kompetencji należą podejmowanie wiążących decyzji w przypadku braku dobrej woli stron czy usuwanie ze stanowisk polityków zagrażających funkcjonowaniu Bośni i Hercegowiny. Urząd ten istnieje do dziś, wywołując w państwie kontrowersje ze względu na brak demokratycznego charakteru oraz kwestionowanie wyboru ostatniego Wysokiego Przedstawiciela, Niemca Christiana Schmidta.

Kwestie odbudowy Bośni zostały jasno podzielone – utworzony przez NATO Implementation Force (IFOR) odpowiadał za materie natury wojskowej, zaś OHR – cywilnej. Ten pierwszy osiągnął spore sukcesy, doprowadzając do szybkiego rozbrojenia żołnierzy stacjonujących na dawnej linii frontu oraz przywrócenia w kraju względnego spokoju. Jednakże podział ten doprowadził również do poważnych problemów, mianowicie pojawiły się spory kompetencyjne w kwestiach nieokreślonych przez Układ z Dayton, a obie strony, chociaż wywodzące się z sojuszniczych organizacji, paradoksalnie kiepsko ze sobą współpracowały. Wynikało to z faktu, iż Stany Zjednoczone chciały zachować większe wpływy w ramach misji NATO, osłabiając tym samym będący bliżej Unii Europejskiej OHR. Nie pomagał tutaj fakt, że postęp w kwestiach cywilnych postępował wyraźnie wolniej niż w wojskowych. Kiedy wybory z września 1996 roku doprowadziły do politycznego impasu, kompetencje OHR zostały rozszerzone i wykorzystane do wzmacniania utworzonych wcześniej struktur władzy centralnej. Stworzono Bank Centralny, wprowadzono do obiegu jednolitą walutę czy rozwiązano sprawy tak podstawowe jak ustanowienie flagi państwowej lub tablic rejestracyjnych. Warto zaznaczyć, że wpływ Amerykanów na podejmowane w tym okresie decyzje pozostawał silny.

Pomimo licznych trudności, działania państwowotwórcze postępowały. Po roku swoją misję zakończył IFOR, jednak NATO nie wycofało się całkowicie i wojska sojusznicze wciąż stacjonują w Bośni i Hercegowinie, stanowiąc jeden z filarów stabilności państwa. Zniszczona wojną gospodarka odrodziła się, setki tysięcy uchodźców powróciło do swoich domów, odminowano istotną część kraju (chociaż do dziś Bośnia cieszy się niechlubnym tytułem państwa z największą ilością min na mieszkańca w Europie), ale przede wszystkim udało się stworzyć solidne podstawy demokratycznych instytucji i kultury politycznej. Podziały etniczne pozostają kluczowym czynnikiem zagrażającym stabilności Bośni i Hercegowiny, ze szczególnym uwzględnieniem separatyzmu serbskiego, jednak poczyniony po Dayton postęp w budowie narodowego pojednania jest widoczny. Dzisiaj Bośnia jest państwem ze sporym potencjałem rozwojowym i aktywnie aspirującym do dołączenia do NATO i Unii Europejskiej.

Koniec wojny w Bośni nie oznaczał zakończenia wszystkich działań zbrojnych w regionie. Wykorzystując rosnące zamieszanie, ówczesny prezydent będącej częścią Jugosławii Serbii Slobodan Milošević zlikwidował autonomiczny status Wojwodiny i Kosowa w 1989 roku. W tym drugim doprowadziło to z czasem do powstania zbrojnego ruchu oporu przeciwko bezpośrednim rządom z Belgradu. Stosowane przez Serbów metody pacyfikacji albańskich powstańców często doprowadzały do nadmiernych zniszczeń i licznych ofiar cywilnych. Eskalacja wymusiła interwencję państw NATO, najpierw dyplomatyczną, finalnie w formie intensywnej kampanii nalotów powietrznych zdominowanej przez amerykańskie samoloty. Po 11 tygodniach bombardowań formalnie wciąż istniejąca Jugosławia wycofała swoje wojska ze spornego regionu. We współpracy z ONZ ustanowiono tymczasową administrację dla Kosowa, w której to NATO przejęło funkcje związane z wojskiem oraz bezpieczeństwem wewnętrznym, a kluczową rolę odgrywały Stany Zjednoczone. Kwestie cywilne nadzorowały struktury powołane przez ONZ.

Zgodnie z ustaleniami, siły jugosłowiańskie wycofały się ostatecznie 20 czerwca 1999 roku, a wraz z nimi ponad 100 tysięcy serbskich cywilów. W Kosowie wciąż pozostało około drugie tyle Serbów, którzy skupili się w enklawach głównie na północy, od czasu do czasu stawiając opór siłom międzynarodowym oraz przede wszystkim Albańczykom. W ramach NATO powołano Kosovo Force (KFOR), stacjonujące w Kosowie do dziś siły pokojowe. Udało im się przywrócić względny spokój w regionie, zapewniając początkową znaczną część pomocy humanitarnej oraz poprzez sprawne rozbrojenie Armii Wyzwolenia Kosowa. Działania ONZ przebiegały znacznie wolniej, jednak z czasem udało się utworzyć podstawę demokratycznych struktur państwowych. Wbrew obawom pierwsze wolne wybory z listopada 2001 roku zakończyły się zwycięstwem umiarkowanych sił politycznych, ale pojawił się problem w utworzeniu rządzącej większości – problem, który powtórzy się wielokrotnie w przyszłości. W przeciwieństwie do wspomnianych wcześniej działań, na których kształt największy wpływ miały Stany Zjednoczone, wiodącą rolę w odbudowie gospodarczej przejęła Unia Europejska, co przyniosło na ogół bardzo dobre rezultaty.

Kluczowym problemem, który nigdy nie został rozwiązany, stała się kwestia finalnego statusu Kosowa. Prisztina ogłosiła niepodległość 17 lutego 2008 roku, jednak uznanie tego ruchu na arenie międzynarodowej jest zróżnicowane. Deklaracji nie uznała oczywiście Serbia, a akcesję Kosowa do ONZ blokują sprzyjające jej Chiny i Rosja. Ponadto Serbowie wykorzystują swoją mniejszość do destabilizacji wewnętrznej sytuacji na terytorium kontrolowanym przez Prisztinę. Konflikt co jakiś czas odżywa, najczęściej poprzez ciągle żywą kwestię serbskich tablic rejestracyjnych. Pomimo podziałów etnicznych i powtarzających się kryzysów z formowaniem stabilnych koalicji rządowych, Kosowo posiada solidne struktury demokratyczne i stale się rozwija, aspirując do integracji z Unią Europejską. Dopóki jednak nie zostanie osiągnięte porozumienie z Serbią, którego na horyzoncie nie widać, przyszłość Kosowa pozostaje niejasna.

Dziedzictwo wojny z terroryzmem – Afganistan i Irak

Po omówieniu szeregu amerykańskich interwencji z dalszej przeszłości, nie sposób zakończyć tego artykułu bez poruszenia dwóch najnowszych, prawdopodobnie najlepiej zakorzenionych w publicznej świadomości prób budowy przez Amerykanów obcej państwowości. Po atakach z 11 września 2001 roku Stany Zjednoczone zaangażowały swoje siły zbrojne w szereg interwencji na całym globie, których celem stały się państwa „sponsorujące terroryzm” oraz organizacje o takim charakterze. War on terror ukształtowało amerykańską politykę zagraniczną wczesnego XXI wieku, ale stworzyło też potrzebę rekonstrukcji podporządkowanych przez Waszyngton terytoriów.

Pierwsza inwazja nastąpiła już niespełna miesiąc po atakach na World Trade Center i Pentagon. Po odmowie wydania Osamy bin Ladena oraz liderów al-Ka’idy przez rządzący Afganistanem Taliban, 7 października Stany Zjednoczone na czele międzynarodowej koalicji rozpoczęły operację Enduring Freedom. W jej rezultacie do końca 2001 roku Talibowie stracili władzę na rzecz wspieranego przez Amerykanów Sojuszu Północnego, którego liderzy utworzyli rząd tymczasowy. Jego zadaniem była odbudowa gospodarki oraz struktur państwowych w duchu demokratycznym, przynajmniej na papierze. Rekonstrukcję miała wspierać społeczność międzynarodowa, chociaż zdecydowanie najwięcej środków w odbudowę wyłożyły Stany Zjednoczone.

Nowy rząd, przy wyraźnym wsparciu z zagranicy, był w stanie osiągnąć ewidentne sukcesy. Zbudowano niemalże od zera stosunkowo trwałe struktury władzy i administracji publicznej, wprowadzono podstawowe prawa i wolności obywatelskie, a także prawa mniejszości etnicznych. Po raz pierwszy w historii Afganistanu przeprowadzono wolne wybory prezydenckie, które w 2004 roku wygrał lider rządu tymczasowego Hamid Karzai, a rok później wybrano parlament. Rozpoczęto proces odbudowy gospodarczej, widoczny głównie w większych miastach. Należy zwrócić szczególną uwagę na kwestię praw kobiet, nieistniejących za rządów radykalnych islamistów z Talibanu. Kobiety odzyskały możliwość uczęszczania do szkół, pracy oraz prawa polityczne i wyborcze, zapewniając sobie reprezentację w nowo wybranym parlamencie.

Pozytywne aspekty reform nowych afgańskich władz zostały jednak niemalże całkowicie przykryte przez liczne nierozwiązane i nowo powstałe problemy. Rząd był praktycznie w pełni uzależniony od finansowego i militarnego wsparcia z zagranicy. Nie pomagał tutaj fakt, że główny dostawca pomocy, Stany Zjednoczone, nie posiadał spójnej wizji przyszłości i kształtu Afganistanu. Amerykanie podejmowali nierzadko sprzeczne ze sobą działania, próbując jednocześnie ustabilizować sytuację w kraju oraz przeprowadzać demokratyczne reformy. Te niespójności, połączone z chroniczną niestabilnością rządu oraz szerzącą się korupcją stworzyły idealne warunki do odrodzenia się ruchów islamistycznych, które nigdy nie zostały w pełni zgładzone. Ponowne podjęcie walki przez nowy Taliban oraz inne organizacje terrorystyczne jeszcze bardziej nakręciło spiralę chaosu w kraju, co spotęgowały nieudolne próby centralizacji władzy przez drugiego prezydenta Afganistanu, Aszrafa Ghaniego.

Po wyeliminowaniu Osamy bin Ladena w 2011 roku administracja Baracka Obamy nasiliła proces stopniowego wycofywania amerykańskich żołnierzy z Afganistanu, próbując jednocześnie wzmocnić siły rządowe. Nie przyniosło to oczekiwanych rezultatów i wraz ze zmniejszającą się liczbą zagranicznych wojsk lokalna armia nie była w stanie zwalczać rosnącego w siłę Talibanu. Stale pogarszająca się sytuacja zwiększała presję opinii publicznej w Stanach Zjednoczonych, aby amerykańska misja wróciła do domu, szczególnie po inauguracji prezydenta Donalda Trumpa w styczniu 2017 roku. Jego pierwsza administracja zintensyfikowała bezpośrednie próby negocjacji z przedstawicielami Talibanu, w zasadzie otwarcie pomijając przy tym rząd w Kabulu. Starania te zakończyły się podpisaniem Porozumienia z Dohy 29 lutego 2020 roku, w którym Waszyngton zgodził się na pełne wycofanie wojsk koalicji z Afganistanu, w zamian za zaprzestanie wspierania przez Taliban terroryzmu. Afgański rząd nie był stroną porozumienia. Odpowiedzialność za dopełnienie umowy spadła na administrację prezydenta Joe Bidena, która w kwietniu 2021 roku ogłosiła, że ostatni amerykańscy żołnierze opuszczą Afganistan do 11 września. Jednakże już w maju ruszyła zmasowana ofensywa Talibanu przeciwko siłom rządowym. 15 sierpnia zajęto Kabul, prezydent Ghani uciekł z kraju, a Islamska Republika Afganistanu przestała istnieć. Jednocześnie rozpoczęła się chaotyczna i kompromitująca ewakuacja pozostałego na miejscu amerykańskiego personelu i związanych z nim afgańskich cywili, zakończona ostatecznie 30 sierpnia.

Dziesiątki, jeśli nie setki miliardów dolarów, dwudziestoletnie wysiłki państwowotwórcze i życie kilku tysięcy amerykańskich żołnierzy zostały całkowicie zaprzepaszczone. Powrót islamistycznego Talibanu do władzy w Kabulu doszczętnie zniszczył wszystko to, co zbudował wspierany przez Amerykanów reżim. Afganistan po raz kolejny udowodnił, że nazywanie go „cmentarzyskiem imperiów” nie wzięło się znikąd.

Niecałe dwa lata po operacji Enduring Freedom, przyszedł czas na Iraqi Freedom. Stany Zjednoczone, przy wsparciu Wielkiej Brytanii, Australii i Polski – tak zwanej koalicji chętnych – najechały na Irak 20 marca 2003 roku. Poza wyzwoleniem Irakijczyków spod rządów „wspierającego terroryzm” Saddama Husseina, za przyczynę inwazji Waszyngton podawał konieczność zniszczenia broni masowej zagłady. Według amerykańskiego wywiadu Bagdad miał ją wciąż przechowywać, pomimo przymusu jej zniszczenia po I wojnie w Zatoce Perskiej. Brak znalezienia rzekomego arsenału w trakcie okupacji Iraku, a także brak autoryzacji inwazji przez ONZ wywołał liczne kontrowersje oraz krytykę ze strony nawet najbliższych sojuszników Stanów Zjednoczonych.

Żołnierze koalicji chętnych bynajmniej nie byli witani jako wyzwoliciele przez wszystkich Irakijczyków. Zbrojny opór przeciwko okupacji, a także chaos wywołany upadkiem reżimu Husseina uniemożliwił realizację obiecanej przez administrację prezydenta Busha szybkiej odbudowy i demokratyzacji Iraku. Przed inwazją nie istniała zorganizowana wewnętrzna opozycja, która cieszyłaby się poparciem społecznym i legitymacją do utworzenia rządu. Obalenie baasistowskiej władzy wyzwoliło trzymane autorytarnymi metodami w ryzach konflikty na tle religijnym i etnicznym. Podczas gdy na północy kraju arabskie bojówki biły się z Kurdami o bogate w ropę tereny, na południu ścierali się Sunnici i Szyici. W wyniku tych walk Irak opuściło wiele przedstawicieli klasy średniej, co znacznie utrudniło odbudowę gospodarki.

Polityka okupacyjna Amerykanów pozostawiała wiele do życzenia. Przede wszystkim fundamentalnym błędem był brak wizji na to, jak stworzyć z Iraku demokratyczny kraj. Podejście Waszyngtonu dobrze podsumowuje cytat: „[…] Iraccy politycy na uchodźctwie zostali ściągnięci do kraju jako nowi liderzy i miano nadzieję, że demokracja i rozwój gospodarczy automatycznie rozprzestrzenią się po regionie” (Scholvin, 2011). Chcąc wyeliminować z życia publicznego przedstawicieli obalonego reżimu, Amerykanie dokonali w administracji czystek wszystkich osób związanych z ruchem baasistowskim, co de facto sparaliżowało funkcjonowanie organów władzy. Stany Zjednoczone faworyzowały nie tylko emigrancką elitę polityczną, ale również lokalne plemiona, które wsparły zbrojnie działania przeciwko al-Ka’idzie. To wywoływało opór społeczny, który zaognił się jeszcze bardziej po zorganizowanych w styczniu 2005 roku wyborach parlamentarnych. W wyniku bojkotu lub niemożności oddania głosu w niebezpiecznych obszarach większość Sunnitów nie wzięła w nich udziału, a administrację centralną zdominowały mniejszości szyicka i kurdyjska.

Pomimo trudności udało się przyjąć jeszcze w tym samym roku nową konstytucję, która położyła podstawy pod demokratyczne instytucje oraz utworzyła autonomię dla Kurdów na północy kraju. Nie rozwiązało to jednak fundamentalnych sporów etnicznych i religijnych, które wciąż dominują w polityce Iraku. Interwencja koalicji chętnych zakończyła się formalnie w 2011 roku, pozostawiając kraj pełen problemów w niemalże każdej dziedzinie działalności. Niestabilność państwa dała możliwość odrodzenia się radykalnego islamizmu w formie Państwa Islamskiego w 2014 roku. Nawet po jego pokonaniu ciężko mówić o w pełni funkcjonującym i stabilnym Iraku.

Najnowsze przejawy amerykańskiego nation-buildingu w XXI wieku zakończyły się porażkami – kompletną kompromitacją w Afganistanie oraz dalekim od oczekiwań rezultatem w Iraku. Mit o Wujku Samie niosącym wolność uciśnionym narodom został poddany twardej weryfikacji, a w samej Ameryce olbrzymie koszty nieudanych interwencji doprowadziły do wzrostu nastrojów izolacjonistycznych. W obu przypadkach popełniono szereg rażących błędów i dopuszczono się wielu zaniedbań. Szczególnie dziwić może sytuacja w Iraku, nie tylko z oczywiście wadliwych powodów rozpoczęcia tam inwazji, ale ponieważ nie pierwszy raz doszło tam do nieudanego procesu państwowotwórczego. Amerykanie nie tylko nie wyciągnęli wniosków z poprzednich prób osmańskich czy brytyjskich, ale niejednokrotnie popełniali identyczne błędy, takie jak faworyzowanie konkretnych plemion czy mniejszości.

Słowem podsumowania

Wymienione w artykule przykłady nie stanowią oczywiście wszystkich przypadków amerykańskiego nation-buildingu w historii. Omówione nie zostały liczne interwencje Stanów Zjednoczonych na własnym podwórku, a więc w Ameryce Łacińskiej i na Karaibach. W ich ramach mieszczą się takie wydarzenia jak proceder tworzenia tak zwanych „republik bananowych”, inwazja na Grenadę z 1983 roku czy działania w państwie będącym absolutnym rekordzistą jeżeli idzie o ilość amerykańskich misji państwowotwórczych, Haiti – w zależności od przyjętych kryteriów można się ich naliczyć trzy lub cztery.

Jakie możemy wyciągnąć wnioski? Amerykański nation- i state-building to zjawisko mocno niejednoznaczne. Stany Zjednoczone potrafiły w przeszłości stworzyć państwa o trwałych strukturach i wartościach demokratycznych – Niemcy, Japonia, Korea Południowa, Bośnia i Hercegowina – oczywiście nie bez trudności. Najlepsze skutki działania Waszyngtonu przynosiły w warunkach jednoznacznie dominującej pozycji Amerykanów w analizowanych krajach, przy ograniczonym udziale innych aktorów. Odbudowa powojennych społeczeństw i zaszczepianie w nich demokracji również jest czymś, co przynosiło trwałe rezultaty, podobnie jak bliska współpraca z lokalnymi społecznościami i liderami. Z drugiej strony problemami Stanów Zjednoczonych w ich nieudanych misjach był brak jednolitej wizji i niespójność działań, próba podejmowania decyzji bez poszanowania tradycji i charakterystyki kulturowej państw czy wspieranie rządów autorytarnych i brak oddolnych reform demokratycznych.

W działaniach Amerykanów dostrzegalna jest zauważona na początku synteza pojęć, a więc tradycyjnego nation i state-building. Stany Zjednoczone zarówno tworzyły podstawowe struktury państwowe i wzmacniały ich legitymację, ale również trwale zmieniały kulturę społeczeństw, eksportując do nich demokratyczne wzorce z własnego podwórka. Za wzór mogą tu posłużyć najbardziej udane przykłady Niemiec, Japonii czy Korei, gdzie reformy edukacji i związane z nimi zmiany w kształtowaniu nowych pokoleń stanowiły jeden z fundamentów zmian.

Patrząc na najnowsze przejawy nation-buildingu w wykonaniu Amerykanów, zauważalny wzrost negatywnego postrzegania działań Waszyngtonu na arenie międzynarodowej, także wśród własnych sojuszników, nie powinien dziwić. Jeżeli Stany Zjednoczone miałyby kiedykolwiek tworzyć struktury państwowe poza własnymi granicami, ich przeszłe interwencje stanowią zarówno świetny przykład, jak się to robić powinno, jak i jednocześnie jak taki proces absolutnie wyglądać nie powinien.

Bibliografia:
  1. Dobbins, James F. „America’s role in nation-building: From Germany to Iraq.” Survival 45.4 (2003): 87-110.
  2. Fukuyama, F. (2017). State building: Governance and world order in the 21st century. Profile Books.
  3. Wimmer, A., & Feinstein, Y. (2010). The Rise of the Nation-State across the World, 1816 to 2001. American Sociological Review, 75(5), 764-790.
  4. Mylonas, H. (2020). Nation-building. Oxford Bibliographies.
  5. Clegg, C. A. (2004). The price of liberty: African Americans and the making of Liberia. Univ of North Carolina Press.
  6. Office of the Historian, U.S. Department of State. (n.d.). Founding of Liberia, 1847. Milestones in the History of U.S. Foreign Relations.
  7. Ekbladh, D. (2004). How to build a nation. The Wilson Quarterly (1976-), 28(1), 12-20.
  8. Cizel, A. (2008). Nation-Building in the Philippines: Rooseveltian Statecraft for Imperial Modernization in an Emergent Transatlantic World Order. Diplomacy & Statecraft, 19(4), 690-711.
  9. Mojares, R. B. (2006). The formation of Filipino nationality under US colonial rule. Philippine Quarterly of Culture and Society, 34(1), 11-32.
  10. Andrew, G. (2018). To Build as Well as Destroy: American Nation Building in South Vietnam. Cornell University Press.
  11. ThrashingMadPL. (2017, listopad 30-2018, kwiecień 27). Wojna w WietnamieHistoria Na Szybko [Wideo]
  12. Scholvin, S. (2011). The Failure Of Nation-Building In Iraq. World Affairs: the Journal of International Issues, 15(3), 48-70.
  13. El-Khawas, M. A. (2008). Nation Building in a War Zone: The US Record in Iraq, 2003 to 2007. Mediterranean Quarterly, 19(1), 42-62.
  14. Sopko, J. F. (2023). What we need to learn: Lessons from twenty years of Afghanistan reconstruction.
  15. Beidollahkhani, A., & Rasa, E. (2025). From Nation-Building to Collapse. Journal of Strategic Security, 18(2), 91-114.
  16. https://oldgoats.substack.com/p/no-this-isnt-saigon-1975
Jak cytować Adrian Matuszyk (2026). Amerykański nation i state-building vs rzeczywistość. TC/2026/04. Terra Cracovianum, Kraków.
Powiązane publikacje Pełny rejestr →
TC/2026/11 Esej Zarys sytuacji geopolitycznej Tadżykistanu lip 2026 TC/2026/10 Esej Mistrzostwa świata FIFA jako starcie kultur, zwyczajów i norm społecznych oraz narzędzie soft power lip 2026 TC/2026/09 Komentarz Operacja Oczyszczający Ogień lip 2026