Co takiego się stało?
Wszystko zaczęło się od linii narracyjnej rządu koalicji ANO, Zmotoryzowanych i SPD, który wyraził się jasno, że posiada prymat w kwestii reprezentacji Czech podczas szczytu NATO w Ankarze. Celem delegacji czeskiej ma być wytłumaczenie Donaldowi Trumpowi, skąd wynikają perturbacje w finansowaniu obronności (Czechy zgodziły się zwiększyć wydatki do 3,5% PKB do 2035 roku). Na tamten moment brakowało zadeklarowanych 24 miliardów koron (około 1 miliarda euro) na obronność w tym roku kalendarzowym. Zdaniem Babiša, to on i jego rząd mają lepsze rozeznanie w budżecie obronnym i strategii na przyszłe lata, zaś prezydent najczęściej występuje w roli krytyka za granicą – według premiera mógł sobie na to pozwalać, ponieważ rząd nie musiał się z niczego tłumaczyć ani bronić swoich decyzji. Doniesienia te Pavel potraktował jako próbę szantażu i nie potrafił zrozumieć tej postawy. Uważał, że nie widzi w tym powodu do przełamania 27-letniej tradycji reprezentacji Czech na szczytach NATO zarówno przez prezydenta, jak i premiera. Jeśli do tego dojdzie, to stworzy się coś na kształt anglosaskiego precedensu, dzięki któremu będzie można bronić podobnych decyzji w przyszłości. W efekcie 8 kwietnia powstał list wzywający premiera do szczegółowego wyjaśnienia stanowiska rządu Czech, wyrażający chęć wyjazdu prezydenta na szczyt, a także podkreślający jego konstytucyjne prawa zawarte w artykule 63 Konstytucji Republiki Czeskiej. W ten sposób rozpoczęła się dwumiesięczna przepychanka o prymat w przekazywaniu informacji, kompetencje międzynarodowe i krajowe w powoływaniu delegacji oraz z powodu groźby złożenia pozwu o kompetencję prezydencką. Analizując wywiad Marii Zámečníkovej dla Irozhlas.cz z 13 kwietnia 2026 roku możemy dojść do trafnej diagnozy, iż obie strony mają swoje racje, a trudnością jest spotkanie się w złotym środku. Żadna strona nie będzie się chciała cofnąć w związku z chaosem konstytucyjnym, gdzie rola nie została wyraźnie określona. Co prawda, podobnie jak prezydent RP, jego czeski odpowiednik nie ma mocy prowadzenia samodzielnej polityki zagranicznej. Nie wyklucza to jednak posiadania własnej opinii, aczkolwiek składając oświadczenia w imieniu całego narodu musi być w konsensusie z rządem. Zámečníkova wskazuję na próbę rozwiązania tego konfliktu w 2015 roku, polegającą na zmodyfikowaniu czeskiej konstytucji: „artykuł 67 – który stanowi, że rząd jest najwyższym organem władzy wykonawczej – dodałby, że polityka wewnętrzna i zagraniczna decyduje w ramach władzy wykonawczej”. Poprawka nie została jednak przyjęta. Daje to więc możliwość dość silnemu prezydentowi pozostawać w okopach tradycjonalizmu.
22 Czerwca i nowy etap konfliktu
Finalnie po groźbie kompetencyjnego pozwu z 21 maja i przesunięciach obrad rządu, Petr Pavel co prawda zostanie 8 czerwca liderem delegacji wrześniowej na szczycie ONZ, ale 22 czerwca nie znalazł się na liście przedstawicieli Czech lecących do Ankary. Babiš ostatecznie nie zmienił swojego stanowiska, tylko zmodyfikował lekko jego znaczenie. Powiedział, iż prezydent był liderem poprzedniej władzy w kwestiach zagranicznych, a teraz rząd chce być bardziej aktywny i samodzielny w braniu odpowiedzialności za swoją politykę. Stwierdził również: „To, że byłaby to jego nieobecność lub że zabronilibyśmy mu czegoś robić, to nieprawda”, powołując się na decyzję z 8 czerwca. Petr Macinka, minister spraw zagranicznych wyznaczony do wspólnej podróży z Babišem, wtórował mu argumentacją o samodzielności. Warto zaznaczyć, że tak naprawdę to lider partii Motoristé sobě jest autorem tak ostrej postawy przeciw Pavelowi od samego początku konfliktu. Bardzo prawdopodobnie jest to akt zemsty za odmowę mianowania Filipa Tureka na ministra środowiska. Reakcja opozycji była prosta do przewidzenia: dla ODS naczelny dowódca sił zbrojnych musi jechać, lider Piratów, Zdeněk Hřib, uważa decyzję premiera za akt poddaństwa wobec mściwych zachowań Macinki. Ponadto nikt z przedstawicieli opozycji nie akceptował zdeptania tradycji dwustronnej reprezentacji. Na reakcję prezydenta Pavela nie trzeba było długo czekać:
Poslechněte si mé vyjádření k podání návrhu na zahájení kompetenčního sporu u Ústavního soudu. pic.twitter.com/lLdeB1nuRI
— Petr Pavel (@prezidentpavel) June 23, 2026
Rozhodnutí pana prezidenta podat kompetenční žalobu respektuji, ale nemyslím si, že je to dobře. Není správné, pokud na sebe ústavní činitelé podávají žaloby k Ústavnímu soudu, proto jsem také kompetenční žalobu nepodal, když pan prezident odmítal jmenovat pana Turka ministrem,…
— Andrej Babiš (@AndrejBabis) June 23, 2026
Linię rządową wsparł również lider SPD Tomio Okamura w programie „360°”:
Naše vláda rozhodla, že prezident Pavel nepojede na summit NATO, jelikož podle Ústavy je za zahraniční politiku odpovědná vláda a prezident je lídrem opozice s opozičními názory. pic.twitter.com/TdAP1KgtHf
— Tomio Okamura (@tomio_cz) June 23, 2026
Nie zapomnijmy tutaj również o Petrze Macince, który otwarcie prowadzi wojnę z Pavelem. Zdaniem Filipa Tureka, decyzja rządu wobec prezydenta to polityczna wendetta. Jest wysoce prawdopodobne, że po niekorzystnej decyzji dla swojego człowieka Macinka jako kwestię honoru traktuje niewpisanie nazwiska prezydenta na listę delegacji. Babiš jednak mądrze zauważył, że tak ostra wojna zaszkodzi rządowi w następnych wyborach i zaczął wygładzać przekaz, mówiąc, że nie ma „złej krwi z prezydentem”. Potem wyjaśnił swoje stanowisko bardzo dokładnie dla strony blesk.cz:

Aby zrozumieć istotę problemu serdecznie polecam obejrzeć komentarz emerytowanego już sędziego czeskiego TK Staslava Balíka dla ČT24 z dnia 23 czerwca 2026 roku.
24 czerwca sąd pozytywnie rozpatrzył 27-stronnicowy pozew prezydenta. Na podstawie piąty raz użytego w historii środka tymczasowego przychylił się do wniosku Petera Pavela i nakazał rządowi włączyć go do delegacji na szczyt NATO w Ankarze.

Reakcje były bardzo podzielone:

Filip Turek uważa tę decyzję za dowód braku obiektywizmu oraz próbę przesunięcia ustroju politycznego w stronę prezydenckiego. Petr Macinka porównał prezydenta do najeźdźcy, który próbuje podbijać terytoria wraz ze swoją grupą lobbingową, a także oskarżył go o próbę zamachu konstytucyjnego, za który uważa cały jego pozew. Dodał, że „towarzysz” Pavel nie będzie miał pewności czy będzie prowadził delegację, bo taką decyzję podejmie Babiš w najbliższy poniedziałek. Sam premier w swojej reakcji był bardziej stonowany – podziękował za szybką reakcję, jednakże wyraził niezadowolenie z powodu braku żadnych możliwości modyfikacji decyzji. Rolą SPD było ciągłe zarzucanie Trybunałowi Konstytucyjnemu braku obiektywizmu, który starał się odrzucać przewodniczący sędzia Josef Baxa.
„Uważam to za najpoważniejsze nadużycie Trybunału Konstytucyjnego w historii naszego kraju. Sędziowie, którzy zagłosowali za, zasłużyliby na czerwoną kartkę za brutalne naruszenie naszego porządku konstytucyjnego”, powiedział Jindřich Rajchl z SPD. Udzielił on zresztą 25 czerwca wywiadu dla CNN Prima, w którym dokładnie tłumaczy postawę swojego otoczenia politycznego w tym konflikcie.

Partie opozycyjne – ODS, STAN czy TOP 09, jak można się domyślić, są bardzo zadowolone z decyzji TK i z zaciekłością bronią instytucji w mediach społecznościowych.
Konkludując, spór o reprezentację Czech na lipcowym szczycie NATO w Ankarze nie zakończył się więc wraz z decyzją Sądu Konstytucyjnego, która rozwiązała tylko mniejszy z problemów: rząd nie może blokować udziału Petra Pavela w delegacji. Kto w praktyce prowadzi czeską politykę zagraniczną w momentach najwyższej wagi? Tego nie wiemy i będziemy czekać na to, jak niską rolę Petr Macinka da Peterowi Pavelowi w Ankarze (jakby sam brak pozwolenia na uczestnictwo w kolacji nie był upokarzający). Konflikt wchodzi w nową fazę: z jednej strony gabinet Andreja Babiša zapowiedział akredytowanie prezydenta na szczyt NATO, podporządkowując się tymczasowemu rozstrzygnięciu sądu. Z drugiej nie oznaczało to politycznego porozumienia między Hradem – otoczeniem prezydenta – a rządem. Konflikt ten ma wymiar nie tylko personalny, ale także i konstytucjonalny, ponieważ nieformalna zasada ustroju czeskiego mówiąca o tym, że politycy potrafią sami dojść do porozumienia, nie zadziałała. Debaty o granicach władzy prezydenta czy wzajemne oskarżenia nie są żadnym dobrym prognostykiem. Jedyne co nam pozostaje to czekać na 29 czerwca, ponieważ wraz z tą datą (o ile nie wydarzy się nic karkołomnego) ten spór może zaliczyć kolejną eskalację.